SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

Tylko ty żyj, książeczko! Wcale nie dbam o śmierć Krzysztof Masłoń 3/20/2004 12:00:00 AM Zródło: Rzeczpospolita
POŻEGNANIE ZYGMUNTA KUBIAKA



Tylko ty żyj, książeczko! Wcale nie dbam o śmierć






(c) PIOTR KOWALCZYK



KRZYSZTOF MASŁOŃ




Uwielbiałem jego pisarstwo, w którym najbardziej podobało mi się to, co innych doprowadzało do szewskiej pasji: wtręty, napomknienia, dygresje. W "Dziejach Greków i Rzymian" potrafił nagle w środek wywodu o Mezopotamii i starożytnym Egipcie włożyć pytania: "Po co to badasz tak pilnie? Chcesz własne udręczone dzieje zastąpić dziejami ludzkości?"



Nie pisał książek innych niż osobiste, w wyjątkowy sposób traktując swych bohaterów. Czasem miałem wrażenie, że ukochanych Greków i Rzymian - od Homera, przez Tyrteusza, Platona, Herodota, po Kallimacha, Wergiliusza i Horacego, aż do św. Augustyna i Boecjusza - gościł w swym mieszkaniu na Saskiej Kępie, w którym powstały jego ostatnie, najgłośniejsze książki. Powstawało też nowe tłumaczenie Nowego Testamentu, niestety nieukończone.



Nie zdziwiłem się, gdy pierwszy raz usłyszałem o pomyśle nowego tłumaczenia Ewangelii. W "Literaturze Greków i Rzymian" stwierdził przecież, że nie jest przypadkiem, iż Nowy Testament napisany został po grecku. "Jestem głęboko przekonany - przekonywał - że to przez wieki przygotowywało się naczynie wybrane, mowa miłości".



Niestety, to prawda




Żarliwość, umiłowanie przedmiotu swoich zainteresowań, dociekliwość badawcza, wreszcie wyjątkowa kultura słowa - wszystkie te cechy znamionują pisarstwo Zygmunta Kubiaka, docenione dopiero w III Rzeczypospolitej. Wcześniej autor "Brewiarza Europejczyka" najzwyczajniej klepał biedę, długimi latami pozostając bez pracy. Państwo Kubiakowie utrzymywali się z pensji żony - chemiczki - i z dorywczych przekładów, na które zlecenia otrzymywał u zaprzyjaźnionych wydawców. Etatowo w PRL pracował Zygmunt Kubiak jedynie w prasie katolickiej - "Tygodniku Powszechnym" i "Dziś i Jutro".


- Z różnych powodów życie moje było i jest bardzo ciężkie - skarżył się w wywiadzie, który przeprowadziłem z nim dla "Rzeczpospolitej" przed rokiem. - Szczególnie ciężkim było ono w czasach komunistycznych. Oczywiście każdy, kogo w XX wieku, stuleciu totalitaryzmów, nie zabito, może się uważać za uprzywilejowanego. Ale i ktoś taki mógł dużo wycierpieć i właśnie tak było ze mną. Piszę o tym trochę we wstępie do książki "Uśmiech kore". To, jak ze mną postępowano, jak mnie traktowano, było nie do zniesienia. Tego niepodobna było zaakceptować. Gdy w latach 60. postarałem się, by nachodzący mnie komunistyczni literaci stracili możność interesowania się mną, bezpośrednie zainteresowanie moją osobą okazała Służba Bezpieczeństwa. A zajmowało się mną dwóch księży, intelektualistów. Niestety, to prawda.



Niechętnie mówił autor "Przestrzeni dzieł wiecznych" o przyczynach swojej nerwowości i nadpobudliwości, o stanach chorobowych, w jakie popadał. Pewne światło rzuca na tę sprawę fakt, że wśród "komunistycznych literatów", którzy go nachodzili, był jego brat - Tadeusz Kubiak, znany poeta, który na początku lat 50., gdy sytuacja Zygmunta Kubiaka wyglądała najgorzej, wydał tom "Serce Partii".



Kropla rosy, liść?



O "Mitologii Greków i Rzymian" mawiano, że jest mitologią na koniec XX wieku, w której odbijają się doświadczenia człowieka współczesnego, łącznie z tymi najboleśniejszymi, związanymi z ekspansją totalitaryzmów. Na "Literaturze Greków i Rzymian" współczesność, pozornie, wywarła mniej wyraźne piętno, nie znaczy to jednak, by czytelnik nie dostrzegał jej w tej pracy, niebędącej przecież - jak powiada autor - "historią literatury, lecz opowieścią o wędrówce i przygodach duszy wśród arcydzieł".



Pojęcie arcydzieła, jakim operował twórca "Brewiarza Europejczyka", mogło być dla czytelników dość skomplikowane. Nieprzypadkowo za motto "Literatury Greków i Rzymian" obrał Zygmunt Kubiak zdanie Machiavellego, który opowiada o tym, jak w swojej bibliotece wkracza "w odwieczną dziedzinę ludzi starożytnych, gdzie uprzejmie przez nich przyjęty posila się tym pokarmem, który, tylko on, jest moim i do którego spożywania urodziłem się". Nie byłby też Zygmunt Kubiak sobą, gdyby do - jednego z najciekawszych w "Literaturze..." - rozdziału o Aleksandrii i poezji Teokryta nie wprowadził postaci wybitnego poety XX wieku Konstandinosa Kawafisa.



Nie można było zachować obojętności wobec takiego sposobu odczytywania klasyki, jaki Kubiak proponował. Dość zatrzymać się nad historią ocalenia przez Oktawiana Augusta "Eneidy" Wergilego. Jest w tej sprawie - jak pisał autor "Literatury Greków i Rzymian" - "niepokojąca do dziś tajemnica. Oktawian August zachował dla nas poemat, bez którego, kto wie, może Europa nie byłaby tym, czym jest. Warto jeszcze przez chwilę zamyślić się, kim był ten pierwszy rzymski cesarz, budowniczy Europy, najbardziej jednak do dziś ludzkiej strefy świata. Dlaczego Wergiliusz był do niego aż tak głęboko przywiązany? Jak oni ze sobą rozmawiali? Cesarz, jak się zdaje, nie mówił wiele. A co mógł o swojej trosce rzec Wergiliusz? Artysta pracuje nad tym, żeby jego dzieło oddzieliło się od niego, żeby było obiektywne, osobne. Co jemu samemu zostaje? Kropla rosy, liść?".



Dla rozmiłowanego w antyku Zygmunta Kubiaka Cesarstwo Rzymskie stanowiło wzorcowy model państwa, co w jakiejś mierze wyjaśnia stosunek pisarza do sprzeczności między światem starożytnym a chrześcijańskim. Otóż, jego zdaniem, sprzeczności tych nie było bądź były tak nieistotne, że z perspektywy historycznej nie zasługują na przywiązywanie do nich większej wagi. Był bowiem Zygmunt Kubiak zdeklarowanym zwolennikiem idei europejskiej, realizowanej właśnie w Cesarstwie Rzymskim, następnie w Renesansie, gdy nasz Jan Kochanowski przemierzał Europę, studiował w Padwie i odwiedzał Ronsarda w Paryżu, a później zaniechanej na wieki na kontynencie wstrząsanym wojnami, wybuchami nacjonalizmów, wreszcie podzielonym żelazną kurtyną na Europę lepszą i gorszą.



"Cesarstwo Rzymskie to była pierwsza Unia Europejska - mówił w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". - Wielka wspólnota oparta nie na podstawach etnicznych, lecz na fundamentach ekonomicznych, politycznych i kulturalnych. To Oktawian August rozpoczął to, co dziś staramy się odbudować, jeśli Unia ma być tym, czym chcemy, żeby była. Jeżeli dziś tęsknię do Europy, myślę o wznowieniu Cesarstwa Rzymskiego, mam przed oczami jego wizję."



Półżartem spytałem go kiedyś, co by się stało, gdyby dzisiejsze ziemie polskie znalazły się w swoim czasie pod panowaniem Rzymu. Odpowiedział z kamienną powagą: "Kiedy po ostatniej wojnie Europa dzieliła się na Europę wolną i Europę zniewoloną, to podział ten przebiegał mniej więcej tak, jak granice Cesarstwa Rzymskiego. Austria ostatecznie znalazła się po tamtej, wolnej stronie, my - niestety - nie. Wprawdzie Marek Aureliusz miał kiedyś taki zamiar, żeby podbić nasze ziemie, ale w końcu nie uczynił tego. Historia nasza byłaby inna, gdybyśmy przyłączeni zostali do tej struktury twardej, kierującej się zasadami prawa rzymskiego, ale w głęboki sposób służącej wolności."



Przezorne losów wyroki



Miałem wielkie szczęście podróżować z Zygmuntem Kubiakiem po Italii. Jego wydawca, Świat Książki, zorganizował taką wyprawę w celach promocyjnych. Niezwykłym przewodnikiem naszej 50-osobowej grupy był właśnie autor "Dziejów Greków i Rzymian". Pamiętam, że gdzieś w okolicach Padwy zafundował nam nagle wykład o Klemensie Janicjuszu, naszym XVI-wiecznym Owidiuszu, urodzonym w wieśniaczej chacie pod Żninem. Do Padwy, zdaje się, nie dotarł, ale na pewno znał Wenecję. I Zygmunt Kubiak recytował z pamięci strofę piszącego po łacinie polskiego poety:




O ileż byłbym szczęśliwszy,


zrodzony


Na tej szczęśliwej ziemi! Ale skoro


Przezorne losów wyroki inaczej


Postanowiły, nie skarżę się na to,


Że jestem synem Sarmacji.




- Nie skarżył się - mówił Kubiak - ale stanął wobec nieznanego mu społeczeństwa. Z goryczą pisał: "Podejrzliwości chłopska, nieśmiałości naganna, trzeba wam było poza mną pozostać". Trafił w strefę kultury mieszczańskiej i arystokratycznej, sam - wychowany w kulturze szlachecko-chłopskiej, cechującej Polskę przed wiekami, cechującej ją i dziś. Widzimy to, gdy każda kolejna ekipa władzy w Polsce robi z siebie szlachtę, coraz to nowe fale szlachty płyną przez nasz kraj, a chłopi - jak dawniej - ślepo się buntują.



Usłyszeć tekst po polsku



Dzieło życia Zygmunta Kubiaka to przede wszystkim wielki dorobek przekładowy. Tłumaczył to wszystko, co w literaturze antycznej najwartościowsze: hymny homeryckie i ody Safony, poezje Pindara i komedie Arystofanesa, bajki Ezopa i "Wojnę peloponeską" Tukidydesa, aforyzmy Heraklita i "Antygonę" Sofoklesa. Listę tę można by kontynuować jeszcze bardzo, bardzo długo.


Tłumaczenia Zygmunta Kubiaka są z wielu powodów wyjątkowe. Tłumacząc na przykład Homera, nie stosował ścisłego heksametru, lecz tylko wiersz do niego podobny, gdyż zdaniem autora "Literatury Greków i Rzymian" heksametr kłócił się z odmienną od mowy greckiej polszczyzną. Polszczyzną - podkreślał - równie wspaniałą jak tamta mowa. Dlatego starał się autor przekładu "Odysei" - "tekst tłumaczony usłyszeć po polsku".


A polską literaturę Zygmunt Kubiak kochał. Tylko że tę dawną, nawet bardzo dawną. Najnowszej poezji i prozy nie czytał, do czego się przyznawał. Estetycznie zatrzymał się na poezji Miłosza, z którym to twórcą zresztą w wielu sprawach polemizował. Czuł chyba do noblisty niechęć także i dlatego, że w 1998 r. ten sprzątnął mu sprzed nosa Nagrodę Nike. Plebiscyt czytelników wygrała wówczas z ogromną przewagą "Mitologia Greków i Rzymian", ale jury nagrodę przyznało "Pieskowi przydrożnemu". Zygmunt Kubiak nie wytrzymał emocji, chwycił żonę za rękę, wyszedł z Teatru Stanisławowskiego, trzasnął drzwiami.



Ale naprawdę nienawidził - nie znajduję innego słowa - literatury komunistycznej, szczególnie strof powstałych na cześć największego zbrodniarza w dziejach ludzkości, za jakiego uważał Stalina. Kiedyś w Klubie Księgarza w ostrych słowach zbeształ Wiktora Woroszylskiego, gdy ten ciepło wspominał Broniewskiego. Dla niego był Broniewski piewcą Stalina, a to go dyskwalifikowało jako człowieka. Było mi przykro; sytuacja była dramatyczna, a Woroszylski bardzo już chorował. Jednak w tamtym sporze rację miał Kubiak.



Słowo pokrewne kamieniowi



Pytałem, czym w trudnych latach była dla niego praca literacka: zanurzaniem się w otchłań wieków? ucieczką od smutnej rzeczywistości?


- Tak, ucieczką w inny, ciekawszy świat. Myślę też, trochę nieskromnie, że swoimi książkami wskazuję czytelnikom marszrutę takiej ucieczki. Nie fałszując historii, nie przemilczając jej przykrych, trudnych momentów, nie kłamiąc, snuję swoją opowieść o tych, których kocham.


Zygmunt Kubiak, kończąc "Literaturę Greków i Rzymian", wspierał się jednym z epigramatów łacińskich:




Wcale nie dbam o śmierć.


Zostawiam po sobie pamiątkę.


Tylko ty żyj, książeczko!


Wcale nie dbam o śmierć.




I dalej, już od siebie, tak pisał ten niezwykły autor, który naprawdę wprowadzał nas do Europy, a ściśle mówiąc, otwierał przed nami szlaki, odsłaniał drogi i ścieżki, którymi przed wiekami chodzili nasi przodkowie: "Wiedz o tym, że słowo jest materią sztuki twardszą jak kamień. I pokrewną kamieniowi. Grecja, od dzieciństwa ukochana Grecja, trwa najbardziej w kamieniach i w słowach. Zanim odejdziesz do Innego Świata, masz tu przemienić się w słowa. Takie, które po tobie zostaną wśród ludzi".



Powie czytelnik, że to smutne przesłanie. Odpowiem, że przeciwnie - głęboko optymistyczne. -