SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

Udostępnij swoim znajomym:

Nie ma ani dobrej, ani złej literatury bez spisków. Literacko spiskujemy na potęgę. Można śmiało powiedzieć, że literatura świata spiskiem stoi i nieważna jest tu jej narodowość, płeć ani religia. Umberto Eco stworzył niesamowitą wizualizację spiskowej teorii dziejów w swym „Cmentarzu w Pradze”, w którym bezbłędnie punktuje mechanizmy szaleństwa i perwersyjnej przebiegłości w kreowaniu i upowszechnianiu idei, które mogą zabijać. Siła słowa jest niebywała i nieodpowiednie jej użycie może budować sytuacje śmiercionośne, czego namacalnym dowodem są „Protokoły mędrców Syjonu”, wykorzystane przez Hitlera do eksterminacji Żydów. Trudno uznać ową carską agitacyjną fałszywkę za dzieło literackie, ale biorąc pod uwagę talenty perswazyjne i konfabulacyjne jej twórców oraz poziom ufikcyjnienia opisanej rzeczywistości, trudno pozbyć się wrażenia, iż mamy do czynienia z czymś na pograniczu. To zresztą jest termin generalnie nakładający się na konstrukcje tego, co ogólnie określamy mianem spiskowych teorii dziejów. Otóż balansowanie na pograniczu tego, co jest, a jakby tego nie było, stanowi absolutną istotę mówienia, czy pisania o spisku. Owo „pogranicze” to nic innego, jak sfera, czy raczej literacka przestrzeń lawirowania między tym, co prawdziwe i fałszywe, sprawdzone i zasłyszane, wiarygodne i zmyślone, kompletnie fikcyjne i posiadające znamiona faktyczności.

Mistrzem zarabiania niesamowitych pieniędzy na pisaniu o spiskach świata jest Don Brown, którego „Kod Leonarda Da Vinci” zrobił niesamowitą furorę, dzięki nieśmiertelnej fascynacji Iluminatami, potomkami Jezusa, który miał potomstwo z Marią Magdaleną czy nigdy do końca nieudostępnionymi archiwami Watykanu.

„Dan Brown jest niewątpliwie miłośnikiem spiskowych teorii dziejów. W pierwszym tomie przygód profesora Langdona bohater tropił w Rzymie tajne bractwo Iluminatów Bawarskich założone w XVI wieku przez zbuntowanych przeciw Kościołowi naukowców. W "Kodzie..." za scenerię posłużyły Paryż i Londyn, a wyzwanie rzucił Langdonowi Wielki Mistrz Zakonu Syjonu, tajnego stowarzyszenia strzegącego rzekomo Świętego Graala, a wraz z nim historii ludzkiego życia Jezusa (tutaj w wersji przypominającej "Ostatnie kuszenie Chrystusa" Martina Scorsese).

Istniejący naprawdę Zakon Syjonu nieraz rozbudzał fantazję pisarzy i filmowców. Według Browna w jego szeregach byli Leonardo da Vinci, Victor Hugo i Isaac Newton. Ponoć umieścili oni też w swoich dziełach wiele symboli wyznawanej przez zakon wiary, które w XX wieku przeniknęły do kultury masowej (m.in. bajek Disneya!)” (za: M. Michalska, w: wyborcza.pl)

Kreatywność ludzka, jak wiadomo, nie zna granic i nie nakłada się jedynie na to, co dobre i szlachetne, ale też na to, co głupie albo potworne. Wystarczy spojrzeć na dzieje kształtowania się mitu iluminackiego, żeby zobaczyć, jak niebywale niewiarygodne koncepty stają się pożywką dla umysłów gotowych zaakceptować każdą bzdurę:

„W gruncie rzeczy historia Iluminatów sięga w daleką przeszłość. Niektórzy konspirolodzy, zwolennicy ciągu spisków w historii świata, opierając się na legendzie masońskiej idą bardzo daleko, aż do zamierzchłych czasów. Są przekonani, że zakon Iluminatów istnieje już 6000 lat, odkąd to siły pozaziemskie przekazały sumeryjskim kapłanom Księgę Władzy spisaną na kamieniu. Kapłani egipscy, według legend, stali się posiadaczami tej wiedzy, skopiowawszy Księgę na papirusy, które przechowują w najgłębszej tajemnicy po dziś dzień.

Istnieje jeszcze jedna hipoteza, bardziej umiarkowana, która twierdzi, że zakon Iluminatów pojawił się w Średniowieczu, jako tajny związek światłych uczonych, prowadzących walkę przeciwko prześladowaniom ze strony inkwizycji. Jako przykłady znanych Iluminatów podawane są takie nazwiska jak Leonardo da Vinci, Galileo Galilei, Mikołaj Kopernik, Isaac Newton. Czasem spotyka się też twierdzenie, że Iluminaci tworzyli stowarzyszenie uczonych chroniących tajną wiedzę przed zwykłymi śmiertelnikami. Ta wersja przyjmuje za punkt wyjścia czasy antyczne, przy czym członkami tajnej organizacji mieli być sławni greccy mędrcy”. (za: olabloga.eu) 

Konspiracyjność przybiera różne postaci i różne formy ekspresji w zależności od sytuacji historycznej poszczególnych wydarzeń, które są jej inspiracją i całego zbioru innych, dodatkowych wyznaczników determinowanych przez układ polityczny czy społeczny.

Ponieważ spikują wszyscy i wszędzie, tych wyznaczników może być nieskończona ilość. Widać to wyraźnie w „Pielgrzymie”, jednym z najdoskonalszych thrillerów szpiegowskich, jaki kiedykolwiek napisano:

„Pielgrzym to kryptonim człowieka, który oficjalnie nie istnieje. Dawniej dowodził tajnym wydziałem wewnętrznym amerykańskiego wywiadu. Zanim wycofał się ze służby i zniknął, zawarł swe zawodowe doświadczenie w niezrównanej książce na temat technik śledczych. Nie przewidział jednak, że posłuży ona jako podręcznik mordercy... Młoda kobieta zamordowana w podrzędnym hotelu na Manhattanie.
Mężczyzna publicznie ścięty w Arabii Saudyjskiej. Oczy skradzione żywemu człowiekowi pracującemu w tajnym syryjskim laboratorium badawczym.
Dymiące ludzkie szczątki na zboczu góry w Hindukuszu. Spisek, którego sednem jest przerażająca zbrodnia przeciwko ludzkości. Jedna nić, która łączy wszystkie te sprawy. Jeden człowiek, który podejmie wyzwanie. Pielgrzym.” (za: houseofreaders.blogspot.com)

Od pandemii literackiej, czyli totalnie fikcyjnej, już tylko jeden krok do tej rzeczywistej, która dotyka nas wszystkich i to bez względu na to, gdzie jesteśmy, zatem ucieczka od niej jest w istocie pozbawiona większego sensu. To doświadczenie totalnego zagrożenia nie jest literacko nowe, co widać choćby w świetnym "Pielgrzymie", ale dla nas tu i teraz - samo zagrożenie śmiertelnymi wirusami pojawia się na świecie z regularną powtarzalnością, wystarczy wspomnieć epidemie świńskiej i kurzej grypy, SARS, MERS i parę wcześniejszych – jest ono obezwładniające. Co niezwykłe, obecna pandemia koronawirusa znalazła się natychmiast w centrum myślenia spiskowego. Konspiratorzy wykazują się niezwykłą wręcz kreatywnością i, aż miło to zauważyć, literackimi upodobaniami. Doszukali się tajemnych źródeł i przepowiedni obecnego zagrożenia w różnych tekstach, między innymi:

„Internauci natychmiast wychwycili, że popularny amerykański pisarz Dean Koontz przewidział epidemię w swojej powieści "Oczy ciemności". W jednym z fragmentów pojawia się wątek o chińskim uczonym, który uciekł do USA, zabierając ze sobą dyskietkę z danymi o broni biologicznej zwanej Wuhan-400, nazwanej tak "ponieważ została wynaleziona w laboratorium RDNA mieszczącym się w pobliżu miasta Wuhan i była to czterechsetna odmiana zdolnego do życia wirusa stworzona w ich centrum badawczym". Mały problem z tą teorią polega na tym, że w pierwszym wydaniu książki (z 1981 r.) wirusa opracowali Sowieci, a nazywał się Gorki-400. Do zmiany doszło po upadku Związku Radzieckiego”. (za: Zupa z nietoperza, podstępni Amerykanie i chciwi naukowcy. Jakub Kapiszewski i Klara Klinger, w: Dziennik.pl)

Kontynuacja za tydzień.

Udostępnij swoim znajomym: